powrót

Marychna – historia jednej z najstarszych willi Konstancina


Nadchodzi rok 1939, ostatnie lato podczas którego właściciele „Marychny” korzystają ze spokoju i uroku konstancińskiego domu. Nie wiemy kiedy powrócili do warszawskiego mieszkania z którego wkrótce przyszło im wyruszyć w ostatnią, dramatyczną podróż. W 1941 roku ich imiona i nazwisko znajdujemy na liście więźniów Pawiaka; przebywali tam w miesiącu lutym. A więc zapewne stamtąd trafili do warszawskiego getta? A nieco wcześniej, bo w styczniu 1941, w dokumentacji wieczysto-księgowej „Marychny” pojawia się po raz pierwszy nazwisko Genowefy Korc, związane z zapisem na jej rzecz długu hipotecznego. Genowefa Korc mieszkała wówczas w Warszawie przy ulicy Krynicznej, a później przy Kruczej 16. Nie wiemy, jakie relacje łączyły jej osobę z właścicielami „Marychny”. Kolejny zapis na jej rzecz, obciążający hipotekę domu, powtarza się w sierpniu 1941 roku. Tymczasem w Warszawie narasta terror okupanta, potęguje się dramat warszawskiego getta. W lipcu 1941 pan Aleksander Lorski pisze testament. Ten własnoręcznie napisany przez niego dokument przedstawi po wojnie Sądowi Genowefa Korc. Musiał więc znaleźć się w jej posiadaniu przekazany z getta. A może miała bezpośredni kontakt z właścicielami „Marychny”? Usiłowała im pomagać? Może istniały inne, nieznane nam okoliczności? Apogeum dramatu w getcie nastaje latem 1942. Państwo Lorscy jeszcze żyją, ale lipiec i sierpień to czas zintensyfikowanej likwidacji ludności getta. Trwa dramatyczny exodus, nieprzerwanie odjeżdżają transporty do Treblinki. W końcu lipca pisze testament pani Zofia Lorska. I ten dokument zachowała dla Sądu Genowefa Korc, więc kontakt ze sobą zapewne utrzymywali do końca. A koniec nastąpił w dniu 12 sierpnia 1942. Tego dnia państwo Lorscy odeszli oboje. Pan Lorski żył lat 66, jego małżonka – 77. Nie wiemy, czy tego właśnie dnia oboje odjechali transportem, czy może zakończyli życie w inny sposób, na własne życzenie?

Zanim powrócimy do tematu testamentów państwa Lorskich i do dalszych losów domu, warto zatrzymać się chwilę nad życiem w „Marychnie” w latach niemieckiej okupacji, o którym trochę wiadomo ze wspomnień nieżyjących już konstancinian. Po kapitulacji Warszawy, „Marychna” już opuszczona przez właścicieli, pozostaje pod opieką dozorcy i jego rodziny. Wkrótce zostaje przejęta przez oficerów niemieckich i pozostaje w ich dyspozycji. Zjeżdżają tu bowiem na sobotnio-niedzielną rekreację. W piątek wieczorem przyjeżdżał ordynans i palono w piecach. Panowie oficerowie zjeżdżali w sobotę, a w poniedziałek od rana dom zostawał pusty. I wtedy wkraczali nasi chłopcy z konspiracji. Z pod węgla w piwniczce wyciągano broń, duży salon był na tyle obszerny, że z powodzeniem można było ćwiczyć musztrę i uczyć zasad obchodzenia się z bronią. W czwartek wieczorem znikali wszyscy - do następnego tygodnia. Niewątpliwie przestrzegano starannie zasad konspiracji, bo takie użytkowanie domu trwało bez żadnych zakłóceń przez wiele miesięcy. Nie mamy niestety dokładniejszych informacji ani o czasie w którym z willi korzystano, ani o uczestnikach tych konspiracyjnych „kompletów”. Nie wiadomo, czy byli to żołnierze Armii Krajowej, czy też żołnierze działających także na tym terenie Narodowych Sił Zbrojnych. Ale niezależnie od formacji, którą reprezentowali, zapisali piękną, chwalebną kartę w dziejach „Marychny”. Dom odpłacał się godnie za gehennę swoich właścicieli.

W pierwszym roku po wojnie, gdy życie powoli zaczęło wracać do stanu pozornej normalności, testamenty państwa Lorskich, będące w posiadaniu pani Korc, znalazły się w ręku notariusza. We wrześniu 1946 roku Genowefa Korc, mieszkająca już w Konstancinie w sąsiedniej willi „Wanda”, została właścicielką „Marychny” zgodnie z wyrażoną w testamentach wolą obojga spadkodawców. Ich dyspozycje odnośnie posiadanych ruchomości pozwalają poznać koligacje rodzinne, a także wspomniane wcześniej nazwiska rodowe. Można przypuszczać, że pisząc testament każde z nich miało jeszcze nadzieję, że druga osoba ocaleje. Połowę domu przeznaczali bowiem na dożywotnie użytkowanie dla drugiego z małżonków...